Zielono mi

Zielono mi
Widziałam go w sklepie wielokrotnie, zaciekawiał ale nie zachwycał. Raz przymierzyłam… Spodnie dobrze leżały, marynarka dopasowana, a jednak nie kupiłam… Dlaczego? Niby zielonookiej będzie pasował, ale czy jest mi potrzebny? Marynarka entuzjazmu nie wzbudzała, spodnie nudne, całość taka jakaś leśna, a jednak ten zestaw mnie kusił.
Przyśnił mi się… W moim śnie, cudownym śnie brylowałam na jakimś uroczym przyjęciu ubrana w zielony garnitur, koszulę w drobną łączkę i taką samą muszkę, tylko w innych odcieniach.
Sen o ciuchu może oznaczać tylko jedno, ten komplecik jest mi przeznaczony i musi się znaleźć miejsce dla niego w mojej szafie. Może przyniesie mi szczęście, a może będzie moim ulubionym zestawem? Czas pokaże.
Premiera, jak zwykle, miała miejsce w pracy. Koleżankom zestaw chyba się podobał, ciężko powiedzieć, bo nie należą do zbyt wylewnych… Dla mnie zresztą nie ma to większego znaczenia, ważne, że to co mam na sobie podoba się mnie. A ja czułam się doskonale, komplet podkreślał mi sylwetkę, pięknie maskował wszystkie wady, spodnie bardzo wygodne, nie ciągnęły się, nie wypychały w kolanach, chociaż materiał nie jest najwyższej jakości.
Przez cały dzień tryskałam energią i humorem, to chyba kolory sprawiły, że tak odżyłam.
Do wieczora dziarsko pracowałam i nawet po powrocie do domu miałam jeszcze tyle werwy, by sama sobie zrobić małą sesje, której wyniki poniżej 🙂
L1020891 L1020892 L1020895 L10208861 L1020860 L1020881
Nie znalazłam koszuli w łączkę, ale okazało się, że stara bluzka, pomalowana kiedyś przeze mnie, której zresztą nikt nie chciał, po dwóch latach oczekiwań opuściła półkę w garderobie…
L1020914 L1020967 L1020990 L1020992 L1020913
Fiu, fiu, fiu! Zielono mi 🙂
garnitur Zara
bluzka własnej produkcji
biżuteria za grosze
a buty z Hegos (moje ulubione tej jesieni)