Stare ale jare

Stare ale jare

Pytanie co na siebie włożyć najczęściej dręczy mnie wieczorami… Jeśli mam coś nowego to nie ma problemu, podekscytowana nowym ciuchem z łatwością kompletuję nowy zestaw. Trudniej się robi, gdy w szafie same stare ciuchy i wieje nudą. Tak, nudą! Bo ileż razy można ubierać na siebie ten same zestawy? Wiem, wiem, ubrania można a nawet trzeba zestawiać z innymi, można a nawet trzeba kupić sobie coś nowego (świetny poprawiacz humoru), ale nawet to nowe cudo już po pierwszym ubraniu robi się starą, używaną szmatką. W mojej szafie takich szmatek wiele – niektóre mają nawet 15 lat i nadal należą do tych ulubionych, bo co jakiś czas je przerabiam. I to jest mój sposób na nudę: modyfikować, odświeżać, przerabiać, szyć!
S2

To czarne coś, to stara bluzka z Zary, którą czas skurczył i podziurawił. Obcięłam wszystko, co nie nadawało się do pokazania innym i… wyszedł super osłaniacz ramion i ciekawa dekoracja nudnych sukienek.  Uwielbiam żaboty!

S3

Sukienkę kupiłam trzy lata temu w C&A, ma świetny krój i kolor, ale ozdobiona żabotem wygląda inaczej niż zwykle. Nowością są podkolanka, kupione w Intimissimi dwa lata temu, ale pierwszy raz ubrane. Dlaczego tyle czasu leżały w szafie? Nie wiem!

S4

Jeszcze tylko maleńka torebka, delikatny pierścionek i Pudernica rusza w miasto!